akt

akt

poniedziałek, 25 listopada 2013

Smutna historia.

Dzisiejsza notka pasuje do mojego dzisiejszego humoru.. ;__;" Więc będzie smutno ale może komuś się spodoba. Życzę miłego czytania ~ ;c
________________________________________________________________________________

Był właśnie trzeci miesiąc szkoły. Od początku podobał mi się jeden chłopak. Był w sam raz dla mnie. Ciemne włosy i oczy, wysoki, dobrze zbudowany. Miał wszystko co do szczęścia potrzebne. Zwykle po wykładach kiedy przechodził obok mnie i uśmiechał się miałam motylki w brzuchu. Miałam nadzieje, że nikogo nie ma. Pewnego dnia napisałam na facebooku i tak zaczęła się nasza znajomość. Po każdym wykładzie rozmawialiśmy. A kiedy on uciekał do domu a ja miałam wykłady pisaliśmy do siebie sms-y. Tak bardzo mi się podobał. Kiedy przed wakacjami nasza znajomość była już silniejsza można powiedzieć, że byliśmy bliskimi przyjaciółmi kiedy napisał, że wychodzi z koleżanką poczułam okropną zazdrość. Dlaczego ze mną nigdy nie wychodził chociaż byliśmy z tego samego miasta. Nigdy nie wyszłam z nim na piwo. Nigdy. Postanowiłam przejść się wieczorem na spacer. Wtedy spotkałam go jak idzie z "koleżanką" za rękę. Poczułam się okropnie zraniona kiedy się przywitał tylko się uśmiechnęłam. nie mogłam na niego patrzeć. Idiota! Przez około pół roku nie domyślił się, że mi się podoba! Zawsze jakimiś podstępami mówiłam mu to. Na początku naszej znajomości pisał mi, że nie ma żadnej dziewczyny, i że kiedyś miał. Byłam tak okropnie załamana. Następnego dnia nie poszłam na wykłady. Dzwonił do mnie co przerwę ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Nagle się mną przejął. Pff. Może nie byłam odpowiednia, ale wiem jedno nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że taka mała rzecz może mnie tak bardzo zranić. Wmawiałam sobie, że przecież to tylko przyjaciel, że nic nie czuję. Minął tydzień od kiedy nie chodzę na wywiady ani nie wychodzę z domu. Siedząc wieczorem przy kominku i rozmyślając nad sensem życia ktoś wszedł do mojego domu. No tak zapomniałam zamknąć drzwi, ale w sumie nie żałowałabym gdyby w tym momencie ktoś mnie zabił. Usłyszałam tylko jego głos. Mówił coś ale nie słuchałam. Odwróciłam się ale nie mogłam na niego patrzeć. Zapytał czemu nie ma mnie w szkole. Nie tłumaczyłam mu się. Nic nie mówiłam. Pragnęłam, żeby teraz pocałował mnie dla pocieszenia. Stwierdził, że ta rozmowa nie ma sensu. Wtedy wykrzyknęłam prosto z mostu to co czuje. Pokazałam do jakiego stanu mnie doprowadził. Moje pocięte ręce i uda. Wtedy widziałam, że się martwi. Tylko dlaczego dopiero teraz. Przez ten tydzień nic nie jadałam ani nie spałam po nocach cały czas myśląc tylko o nim. Po tym wszystkim tak po prostu wyszedł i zostawił mnie samą nie mogłam tego znieść. Chciałam już umrzeć mieć to za sobą! Czemu po prostu nie odbiorę sobie życia. Będzie mu łatwiej. Chwilę po jego wyjściu usłyszałam po moim blokiem pisk opon. Szybko wyjrzałam przez okno żeby sprawdzić co się stało. Na ulicy leżało ciało mężczyzny. Kiedy się bardziej przyjrzałam zobaczyłam, że to on. Został potrącony przez szybko jadący samochód. Zbiegłam na dół i wbiegłam na ulice objęłam go nie patrząc na to, że cała ubrudziłam się krwią. Płakałam nad jego ciałem. Do tej pory obwiniam siebie za to co się stało. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. ;c

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz